Szczyrk - sport uszlachetnia
W tamtym roku byłem z moimi chłopakami na zimowisku w Szczyrku. Moja żona musiała wyjechać za granicę na konferencję naukową, więc moje wisusy musiały zadowolić się wyłącznie opieką ojca. Muszę przyznać, że gdyby nie narty i to, że całymi dniami byliśmy na stoku, to pewnie wykończyliby mnie na amen. Rosną i mają coraz więcej pomysłów, nie zawsze do końca akuratnych i dopasowanych do czasu i miejsca, ale na szczęście Szczyrk nie przysporzył mi z ich powodu żadnych zmartwień. Codziennie rano śniadanie, bardzo obfite jak na moich synów ( w pensjonacie
Szczyrk stół szwedzki jest bardzo bogaty ), potem wyjście na stok, koło 14, 15 -tej jakaś pizza, albo zapiekanka przy wyciągu, bo obiadokolację mieliśmy zamówioną dopiero na 18-tą. Całym dniem byli tak wypompowani, że zasypiali jak aniołki. Ja wieczorami siadywałem sobie wygodnie w fotelu i popijając koniaczek uzupełniałem zaległości w lekturze, a nawiozłem książek dość sporo. Aż mnie dziw bierze, że podczas całego pobytu nie zmalowali nic złego. To sport ma takie działanie. Z pewnością uszlachetnia.